Sens tego, co nas najbardziej przeraża

Dawno temu w marnym królestwie rządzonym przez bardziej marnego niż złego króla żył sobie w małej, koślawej chatce nad rzeką pewien człowiek. Jak wszyscy w tym królestwie nie miał lekko.

Każdego dnia budził się i myślał, że życie powinno być zupełnie inne. Że to, czego doświadcza to tylko życie na pół oddechu, życie na wpół przebudzone. Czuł, że to marne królestwo pozbawia go co najmniej połowy jego sił i możliwości. Czuł się jak wiecznie mokre polano, które wciąż nie może zająć się ogniem, a jedynie okropnie dymi.

Jedyną rozrywką tego człowieka było stawanie nad brzegiem rzeki i patrzenie na jej drugą stronę. Przez rzekę biegła granica królestwa. Po drugiej stronie widać było w oddali wspaniały, wyniosły pałac. Człowiek patrzył i czuł, że pałac czeka właśnie na niego. Że to jest miejsce, w którym powinien żyć. Że gdy tam dotrze, wszystko będzie takie, jakie być powinno, że tam będzie w pełni przebudzony i że tam jego ogień zabłyśnie pełnym światłem i ciepłem.

Dlaczego nie przeszedł przez rzekę i nie zamieszkał w pałacu?

Po pierwsze rzeka była zbyt bystra i zbyt niebezpieczna, by ją przejść, pokonać wpław czy przepłynąć łódką. Był most owszem. Nawet niedaleko jego domu. Ale na środku tego mostu — i to był drugi powód, dla którego nie uciekł z marnego królestwa — stał olbrzymi, budzący grozę, straszący wystającymi kłami troll.

Jak wszyscy doskonale wiedzieli, zajęciem każdego trolla jest pożeranie tych, co próbują przejść przez most. Były na to dowody. Kilku lekkomyślnych śmiałków ledwo uszło z życiem przed kłami trolla. Bohater naszej historii to widział i postanowił czekać.
— Któregoś dnia albo którejś nocy — myślał — ten cholerny troll zdrzemnie się, pójdzie się załatwić, albo ktoś go odwoła z posterunku. Wtedy jeden, szybki bieg i jestem u siebie!

Czekał i czekał. Lata mijały, aż w końcu stał się bardzo, bardzo stary. Gdy już miał umrzeć, wyszedł ostatni raz nad brzeg, by popatrzeć na most i pałac. I wtedy ogromny troll ruszył w jego stronę. Gdy tylko postawił swoje ogromne stopy na ziemi, most się zawalił z hukiem. Olbrzym zrobił kilka ogromnych kroków i znalazł się przy starym człowieku.
— Zjesz mnie teraz ? – wyszeptał przerażonym głosem starzec.
— Nie jadam ludzi. A już szczególnie takich suchych starców jak ty.
— To dlaczego przez te wszystkie lata stałeś na moście?
— Żeby pomóc ci przez niego przejść.
— A dlaczego go teraz rozwaliłeś?
— Nie rozwaliłem go, trzymałem go, żeby się nie zawalił i żebyś miał jak przejść na drugą stronę.
— A ludzie, którzy próbowali przejść, dlaczego ich nie przepuściłeś?
— To był most tylko dla ciebie. Ich mosty były gdzie indziej. Tym mostem mogłeś przejść tylko ty.

Czasem to, co nas najbardziej przeraża, jest dane po to, by pomóc. Właśnie to, co najstraszniejsze, to, co blokuje drogę na drugi brzeg, jest największą pomocą, bez której nie jesteśmy w stanie pokonać granicy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *