Największa ściema literatury rozwojowej

Gdy widzę to słowo, od razu robię w tył zwrot i czytam coś innego. Proszę, nie rób jednak tego samego. Obiecujesz? Świetnie. Teraz mogę je wymienić: cele. Ta cała papka rozwojowo — korporacyjno — metafizyczna: mierzalne, konkretne, ambitne, wielkie, użyj wyobraźni, poczuj, rozpisz na etapy, przełóż na zadania, wywieś, zrób tablicę intencji, przylep na lodówce, SMART, OKR, prawo przyciągania, wizualizacje…

Nie wiem, może komuś pomogły te wszystkie szkolenia, czytanki i pogadanki na temat określania celów. Nie spotkałem jednak nikogo, kto by mi powiedział coś w rodzaju:

„Wiesz, moje życie było do niczego, ale usiadłem, rozpisałem swoje cele, przygotowałem plan, a reszta była tylko konsekwencją”.

Owszem, czytałem takie rzeczy w różnych książkach. Ale znając wyniki badań naukowych, nie za bardzo dowierzam ich autorom.

Sam mnóstwo czasu poświęciłem na cele Stosowałem wiele sposobów, narzędzi i technik. Przez jakiś czas ustalanie celów i planowanie, było moim głównym zajęciem. Siadałem rano za biurkiem i zaczynałem planować. Pisałem, rysowałem, wypełniałem formularze, a potem wieszałem wszystko na tablicach korkowych. Przez jakiś czas czułem się z tym wspaniale. Ale mijał miesiąc, drugi, trzeci… a kartki na ścianach stawały się wyrzutem sumienia. Aż po jakimś czasie zostawało je tylko zdjąć i włożyć do pudła. To pudło z celami, które stoi pod moim biurkiem, jest całkiem spore. Dużo w nim zeszytów, arkuszy, wydruków, planów, wykresów Ganta, plakatów.

Niektóre z tych celów udało się zrealizować. Ale czy to podniosło jakość mojego życia?

Nie sądzę. Najlepsze, najwspanialsze rzeczy, jakie mi się do tej pory w życiu przydarzyły, nigdy nie znalazły się na żadnej liście celów czy priorytetów i nigdy nie były przeze mnie zaplanowane. Moim celem nie było studiowanie i skończenie psychologii, nie było moim celem zostanie trenerem, nie planowałem zakładać firmy szkoleniowej, nie planowałem napisać książki ani tym bardziej prowadzić bloga. Nie miałem na celu założenia rodziny czy zostania ojcem (szczerze mówiąc, na początku nawet mnie to solidnie przeraziło).

To wszystko mi się przydarzało. Przyszło do mnie. Albo ja przyszedłem do tego, idąc ścieżką, jaka przede mną się otwierała, zaskakując widokami za każdym zakrętem.

Jednak kwestia celów, nie do końca jest taka oczywista. Gdy całkowicie je sobie odpuścimy, ryzykujemy, że będziemy krążyć po lesie jak Jaś i Małgosia, aż w końcu wpadniemy w łapy podstępnej Baby Jagi.

Jak w takim razie pracować ze swoimi celami? 3 szybkie punkty:

1) Nie poświęcaj za dużo energii na wyobrażenie sobie przyszłości i rezultatów twoich starań. Po pierwsze i tak będzie inaczej, po drugie to cię zablokuje.

Wyobrażanie sobie odległych, wielkich, wspaniałych rezultatów przytłacza. Gdy myślę np. o tym, że moim celem jest zbudowanie firmy o przychodzie, powiedzmy trzech milionów rocznie, to czuję się zdołowany. Wystarczy porównać, ile zarabiam teraz. Wielkie, odległe cele dołują, przytłaczają, wzbudzają lęk. Także usztywniają.
Wystarczy mieć ogólne poczucie kierunku, ogólny zamiar, który może zrealizować się na wiele sposobów. Nie potrzebujesz dokładnej wizji firmy, wystarczy, że chcesz stworzyć firmę.

2) Skup się na systemie, bo proces jest ważniejszy od rezultatów.

Douglas Adams (ojciec komiksowego Dilberta) powiedział w jednym z wywiadów:

To, czego bardziej potrzebujesz od celów, to system. Jednym z moich systemów, który posłużył mi do napisania książki, było blogowanie każdego dnia, bo po pierwsze była to dla mnie praktyka pisania, a po drugie dostawałem reakcje ludzi. Moim celem nie było napisanie jakiejś konkretnej książki. Zamiast tego miałem proces, czy system, który mnie tam zaprowadził. Podobnie, aby zrzucić wagę, nie jest dobrze powiedzieć „do końca roku zrzucę 5 kg”. Lepiej „Nauczę się inaczej odżywiać i będę codziennie ćwiczyć”.

Mówiąc inaczej, zamiast planować rezultaty, zaplanuj jutrzejszy dzień.

3) Dobry system (to, co robisz każdego dnia) wymaga kontaktu z rzeczywistością.

Ludzie, którzy mają niskie poczucie własnej skuteczności, często przeszacowują swoje możliwości. Są jak ktoś, kto dopiero nauczył się grać w tenisa, ale już chce mierzyć się z najlepszymi zawodnikami. Jeżeli system ma działać, musisz pozbyć się niecierpliwości. Zbyt łatwe codzienne cele, nie dają sporo motywacji, ale większym problem jest stawiania przed sobą wygórowanych zobowiązań.

1 myśl na “Największa ściema literatury rozwojowej”

  1. Cześć Zbyszku,
    Znany malarz Beksiński, nie ustalał takich rzeczy jak ilość obrazów ani też nawet co się na nich znajdzie, malował bez wizji, na żywo, pomysły same przychodziły mu do głowy podczas gdy głośno słuchał XIX wiecznej muzyki, to był jego “systemem”. Mało osób bierze pod uwagę to że codzienna rutyna (to jest logiczne i oczywiste) i działanie nawet wtedy kiedy się nie chce, daje przyszłościowy rezultat… podkreślił bym jeszcze że codzienna rutyna bez szarpania, po prostu na tyle na ile można w danej chwili , ale chociaż zrobić małą część…powoli zjeść tego słonia… a może będzie nawet smakował, dzięki Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *