Czy masz dobrą pamięć?

Do mistrza zen przychodzi uczeń. Wchodzi do pokoju, kłania się, ten kiwa głową i od razu pyta:
— Zostawiłeś swoje sandały i parasol w przedsionku?
— Tak.
— A czy parasol jest po lewej, czy prawej stronie sandałów?

Uczeń się zmieszał, bo nie był w stanie natychmiast podać odpowiedzi. Uświadomił sobie, że nie był uważny przez cały czas. Przez następnych kilka lat kontynuował.

Wiele osób narzeka na pamięć i ma ku temu powody: Gdzie położyłem te cholerne klucze?! Kto znowu zabrał mój długopis? Dlaczego ktoś schował moje okulary? Kurcze, znowu zapomniałem czegoś zabrać!

Tabletki na pamięć nie działają. Miłorząb, magnez, lecytyna, żeń-szeń, różeniec górski — działają korzystnie, ale rozczarujesz się, jeżeli oczekujesz, że dzięki nim będziesz wszystko pamiętać. Ruch, wysiłek, rozwiązywanie łamigłówek, czytanie, uczenie się wierszy na pamięć — nieco pomagają, ale nie rozwiązują problemu.

Pamięć jest efektem uwagi. Jeżeli twoja uwaga jest powierzchowna, nie pamiętasz wiele, nawet jeżeli działo się to przed chwilą, nie wspominając o tym, co było dzień, tydzień czy miesiąc temu. Im bardziej jesteś obecny i uważny, tym lepiej pamiętasz.

W pewnym eksperymencie psychologicznym ludzie wchodzili do sklepu, w którym za ladą stała ekspedientka. Gdy zaczynali coś kupować, eksperymentatorzy rozpraszali ich na chwilę. Gdy badany tylko się odwracał, ekspedientka chowała się, a jej miejsce, bez najmniejszego szmeru, zajmował ekspedient. Gdy klient z powrotem kierował się w stronę lady, mężczyzna jak gdyby nigdy nic kontynuował obsługę. Ogromna liczba ludzi nie zwróciła uwagi na tę zmianę.

To wydaje się nieprawdopodobne, ja na pewno bym zauważył — mówimy — ale czy naprawdę widzimy to, co się dziej wokół nas? Czy zwracamy uwagę na innych ludzi, na kolory, zapachy, na wrażenia?

Codziennie wsiadam do samochodu, pokonuję tę samą trasę, wchodzę do tego samego biura, witam się z tymi samymi ludźmi, piję tę samą kawę. Codziennie, rutynowo, mechanicznie. Nie pytaj mnie, jakie dziś było niebo, jaki smak miała kawa ani jakie oczy miała moja rozmówczyni. Moja głowa zajęta była sama sobą. Trochę w niej narzekałem, trochę obmyślałem, trochę się przygotowywałem, trochę martwiłem, trochę błąkałem po jej labiryntach.

Uczeń kontynuował naukę przez następnych kilka lat. Bo życie z uwagą to umiejętność. Coś, czego możemy się nauczyć. Błąkanie się w labiryntach własnej głowy można zastąpić skupieniem i otwartością na obecną chwilę. Potrzeba jednak ćwiczeń.

Całe szczęście, ćwiczenia nie są ciężkie, jak by się to mogło wydawać. Przeciwnie, to bycie nieuważnym jest męczące i frustrujące. Bycie świadomym pozwala odpocząć i zregenerować siły. Orzeźwia. Niesie satysfakcję. Łagodzi to poczucie, że czas tylko przepływa przez palce. Nagle okazuje się, że życie jest zbyt cenne, by go nie dostrzegać, albo patrzyć na nie przez zaparowane szyby wewnętrznych zmagań.
Nie jestem ani nie zamierzam zostać mistrzem zen, dlatego nawet nie próbuję być uważnym non stop. Wystarczy mi raz na jakiś czas, kilka razy dzienne.

Na przykład teraz. Gdy skończysz czytać, odłóż na chwilę ekran. Rozejrzyj się wokół. Zwróć uwagę na to, co się dzieje w tobie. Nie oceniaj, obserwuj. Bądź obecny.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *